Najważniejsze jest życie

Z Etgarem Keretem rozmawiał Jarosław Lipszyc, źródło: miesięcznik Midrasz

Jesteś znany jako pisarz co najmniej niekonwencjonalny. Czujesz się indywidualistą?

Każdy jest indywidualistą! To tylko ten świat nie pozwala ludziom robić tego, na co mają ochotę. Nie jest tak, że ktoś jest większym, a ktoś mniejszym indywidualistą. Wszyscy mamy coś bardzo dziwnego w naszych głowach. Myślę, że każdy człowiek, gdyby mu zajrzeć do głowy, to by się okazało, że tak naprawdę jest indywidualistą. Wszyscy mamy coś wspólnego ze sobą, i koncentrujemy się na tym, co jest wspólne, bo boimy się pokazać, jacy jesteśmy dziwni. A nie ma się czego wstydzić.

Ale głównym bohaterem twoich opowiadań jest śmierć…

Tak.

Dlaczego?

Bo wiem, ilu ludzi umarło. Śmierć jest czymś, co wszyscy mamy ze sobą wspólnego. Ludzie prowadzą smutne życie, jak automaty, żyją siłą inercji. Ale myśl o śmierci daje nam perspektywę. Zatrzymujemy się na chwilę, żeby pomyśleć: Co ja robię? Zaczynamy zadawać pytania.

A ty, często tak rozmyślasz?

Stosunkowo tak. Widzisz, ja straciłem bardzo wielu przyjaciół… Umarli.

Podczas intifiady, w Libanie?

Nie, popełniali samobójstwa. Choć też kilku moich przyjaciół zginęło, w Libanie. Tak, myślę o tym… to jest coś, co mnie porusza. Kiedy ktoś pisze o truskawkach albo arbuzach, to jest dziwne. A jeśli ktoś pisze o śmierci, to jest to naturalne. Albo piszesz o życiu, albo o śmierci.

Dużo pracujesz: wykłady, opowiadania, filmy, komiksy… O której się kładziesz spać?

Za późno… O drugiej? Trzeciej? Pracuję do późna, jeśli mam pilną robotę dla telewizji. A jeśli nie, to spotykam się z przyjaciółmi. Z domu wychodzę, kiedy wszyscy dookoła idą spać. Wcześniej jest za głośno i za gorąco. A kiedy słońce idzie spać, kiedy jest ciemno, zaczynam żyć.

Czujesz się człowiekiem “alternatywnym”?

Nie. Ja się czuję “naturalistycznie”. Po prostu robię to, co mi odpowiada. Nie robię niczego na pokaz, nie próbuję szokować czy pokazywać, że jestem inny. Czasem to, co robię, złości innych ludzi, ale ja nie mówię: “Nie chcę być jak ci ludzie”. To nie tak, moi ulubieni pisarze to klasycy, uwielbiam klasyków.

Którą z twoich różnych form działalności uważasz za najważniejszą?

Najważniejszą? Najważniejsze jest życie. Moi przyjaciele, rodzina, to, żebym się nie musiał wstydzić za siebie. Lubię robić filmy, ale to jest praca mózgu. Pisanie jest bardziej organiczne, angażuje więcej emocji.

Teraz pytanie, które Izraelczykom zadaje się najczęściej: co myślisz o procesie pokojowym?

Widzisz, tu jest kłopot, bo wszyscy dążą do czegoś, co jest według nich uczciwym rozwiązaniem. Ale tu nie może być żadnego uczciwego rozwiązania. Żeby być fair w stosunku do Palestyńczyków, powinno się oddać im całe państwo i wskoczyć do morza. Palestyńczycy muszą zrozumieć, że to niemożliwe. Nie można szukać sprawiedliwości, należy znaleźć rozwiązanie, które będzie skuteczne. Palestyńczycy mieszkają w obozach, w których nie ma warunków do normalnego życia. To rodzi agresję. Ale dopóki ludzie - w poszukiwaniu rozwiązania - będą się zabijać - ludzie po obydwu stronach - dopóty nie będzie pokoju. Musimy porzucić ideologię i nauczyć się żyć razem. Ale oczywiście, w tej sprawie nie można porzucić ideologii. Taki paradoks…

Często używasz tego słowa.

Tak, “paradoks” i “ambiwalencja” to moje ulubione słowa. Takie jest życie. Ludzie próbują uczynić je prostym, ale prostych rozwiązań nie ma, tak jak ludzie nie dzielą się na złych i dobrych. Ludzie robią różne rzeczy, a ja prawie zawsze odczuwam dla nich empatię. Nawet dla tych, którzy robią straszne rzeczy. Dam ci przykład: kiedy mój przyjaciel popełnił samobójstwo, mówiło się, że był słaby, albo że zwariował. Wiesz dlaczego? Bo gdyby ludzie przyznali, że ani nie był słaby, ani nie zwariował - musieliby znaleźć naprawdę przekonujący powód, dla którego sami jeszcze nie popełnili samobójstwa. Podobnie jest z ludźmi bardzo religijnymi. Mówi się, że są pojebani, wszystko im się popierdoliło. Dlaczego? Bo jeżeli nie są pojebani, to dlaczego ja sam nie jestem ultraortodoksem? Ale to nie jest takie proste, wręcz przeciwnie. I dlatego takie interesujące. Kolejno pojawiają trendy: hipisi, potem disco, potem punk. Każdy z nich kiedyś się kończy. Jedyne, co nigdy nie wychodzi z mody, to życie, ludzie ciągle żyją. A jedyna rzecz, która powoduje, że życie jest tak popularne, to to, że jest skomplikowane.

Powiedziałeś, że wielu twoich przyjaciół się zabiło…

Trzech. Czasem się zdarza. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Cokolwiek powiem, będzie uproszczeniem…

Czy to może mieć coś wspólnego ze specyfiką społeczeństwa izraelskiego?

Wiesz, Izraelczycy pochodzą z wielu krajów, z tylu różnych kultur. Z Jemenu, Polski, Rumunii, i oczywiście Rosji. Oni wszyscy musieli znaleźć coś wspólnego, i tym czymś była ideologia syjonistyczna. Ale po traumie drugiej wojny światowej wszystko stało się nieistotne, zaczęło się kruszyć jak stara budowla. I tu przyszło moje pokolenie. Potrzebowaliśmy czegoś, ale ideologii już nie było. Zrobiła się wielka dziura. To wywołuje poczucie samotności i strachu. Więc niektórzy mieli z tego powodu depresję. Ja to jednak odczuwam inaczej, nieobecność ideologii postrzegam jako coś pozytywnego. Jest miejsce na coś nowego. I to my jesteśmy odpowiedzialni za to, co będzie. Ja się bardzo cieszę, że żyję, że czuję, że jestem ludzką istotą. Nie martwi mnie, że nie ma ideologii, która uczyni moje życie prostym. Lubię je skomplikowane.

Kiedy piszesz swoje “bluźniercze” historie, to czy to znaczy, że piszesz przeciwko czemuś?

Kiedy piszę, próbuję wyrazić swoje uczucia. Nie można tego robić, gdy się z czymś walczy. Mówię studentom: jeżeli będziesz próbował pisać jak Polański, zawsze znajdą się naśladowcy lepsi od ciebie. Ale jeżeli spróbujesz pisać po swojemu, to będziesz najlepszy.

Skąd bierzesz pomysły na opowiadania?

Zazwyczaj to jest pewna scena, którą widzę. Jest takie opowiadanie o kierowcy autobusu, który chciał być Bogiem. Po prostu widziałem kiedyś staruszkę na targu, która nie zdążyła do autobusu, więc podbiegła i zastukała w szybę. To był błąd - kierowcy autobusów nie lubią, jak się puka w szybę. Więc on nie otworzył. Ale staruszka odstawiła torby i złożyła ręce. Wtedy drzwi się otworzyły. I wtedy pomyślałem sobie, że taki kierowca autobusu jest jak Bóg.

…a drzwi do autobusu jak Szaarej cedek (Bramy Niebios).

…tak, właśnie, i wtedy wchodzisz, prosisz o bilet, dajesz banknot, a on mówi: “Dlaczego nie masz drobnych?” takim tonem, jakby mówił: “Jesteś grzesznikiem, czego więc tu szukasz?”. Ale sama historia jest zupełnie o czymś innym. Jest o tym, że taki Bóg nagle przestaje widzieć kogoś, kto się spóźnił, a on sam nie ma prawa otwierać mu drzwi na czerwonym świetle, tylko widzi kogoś, kto ma problem, i że może mu pomóc.

W twojej książce nie ma opowiadania Rabin umarł.

To opowiadanie o parze dzieci, które idą na plac Icchaka Rabina i znajdują tam kotka. Nazywają go Rabin, na pamiątkę po Icchaku Rabinie. Ale kot umiera przejechany przez motocykl.

To opowiadanie wywołało wrzawę…

Tak… podobnie było z tym opowiadaniem o butach - o chłopcu, który myśli, że buty [niemieckie adidasy - jl] zostały zrobione ze skóry jego dziadka. Zarzucano mi, że napisałem historię o kocie, który nazywał się Rabin? Ale to opowiadanie mówi o prawdziwej miłości, o dzieciach, które chcą dobrze. Ale ludzie, pragną żeby pamięć o Rabinie była poważna: zapalone świece, stanie na baczność. Ja piszę o pamięci, która żyje. Napisałem opowiadanie: Staruszek pracuje w szkole jako sprzątacz. Jest bohaterem, przeżył Holokaust. Pewnego dnia jakiemuś dzieciakowi ukradziono rower, zrobili to chłopcy ze starszej klasy. Staruszek to widział, więc idzie do nich i mówi: “Oddajcie rower”. A oni chcą go pobić. Tyle że to jest Dzień Holokaustu, i o pewnej godzinie w całym Izraelu przez pięć minut wyją syreny. Zatrzymują się samochody, ludzie stają na baczność. I właśnie syreny ratują staruszka - ma pięć minut i ucieka. Potem słyszę zarzuty, że napisałem opowiadanie, w którym bohater nie stoi na baczność w Dzień Holokaustu. Ci ludzie myślą w bardzo schematycznie, po prostu nic nie rozumieją z tego, co piszę.

Nie lubisz polityki?

Ja po prostu nie wierzę w politykę w pisaniu. W to, że kiedy piszesz opowiadanie, to musi być morał, że podoba mi się to opowiadanie, a morał z niego jest taki a taki, powinieneś zrobić to czy tamto - nie lubię tego. W izraelskiej tradycji pisarz powinien być moralizatorem, ma ci mówić, co masz robić. Moje historie pokazują ambiwalencję, paradoksy życia. W Izraelu polityka jest najważniejsza. Ja nie twierdzę, że polityka nie jest istotna, mam tylko wrażenie, że trudno patrząc z perspektywy ideologicznej zapomina się o człowieku. W imię ideologii robi się rzeczy nieludzkie, można zabijać, można łamać prawa człowieka. Sądzę, że to jest właśnie przypadek Izraela. Ludzie dużo uwagi poświęcają ideologiom, zapominając jednocześnie o bliźnich.




Etgar Keret

Etgar Keret

Najnowasza książka

Tęskniąc za Kissingerem Etgar Keret

Szukaj na stronie

Sonda

Która książka Etgara Kereta podobła Ci się najbardziej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Inni pisarze(.org)

Flickr stream