Izrael jak reality show

Z Etgarem Keretem rozmawiał Maciej Robert, źródło: Dziennik

Izrael przypomina mi reality show - wybitny izraelski pisarz Etgar Keret mówi o swoich opowiadaniach, pobycie w wojsku i astmie w służbie literackiego minimalizmu.

“Rury” to pańska czwarta książka przetłumaczona na polski, a jednocześnie zbiór debiutancki. Czy taka kolejność poznawania utworów jest korzystna dla czytelnika?

Etgar Keret: W Izraelu też niewielu ludzi czytało moje książki w kolejności ukazywania się. Poza tym każdy zna inną - jedni mówią, że rozwijam się jako pisarz, a inni: “Kiedyś pisałeś świetnie, co się z tobą stało?”. Mówienie obraźliwych rzeczy prosto w oczy to czysto izraelska cecha. (śmiech) Każdy z tych tomów zamyka część mojego życia. Nie uważam, żeby najważniejsza była kolejność ich poznawania. Istotne jest to, by przeczytać je w całości w oryginalnym układzie opowiadań.

A jak ocenia pan swoje początki po 15 latach?

To trochę tak, jak oglądanie własnych zdjęć z młodości w rodzinnym albumie. Większości opowiadań z “Rur” dzisiaj już bym nie napisał, nie potrafiłbym. Tak samo tych, które piszę teraz, nie potrafiłbym napisać wtedy. Są rzeczy w moim pisaniu sprzed lat, do których teraz tęsknię. Byłem bardziej skrajny i bezkompromisowy. To ma złe i dobre strony. Moja żona zawsze mówi, że nie tęskni za młodością, że teraz jest jej dużo lepiej. Mnie to się nie wydaje takie oczywiste.

W tekście otwierającym ten zbiór opowiadań porównuje pan pisanie krótkiej prozy do ataku astmy. Jest pan astmatykiem, że tak bardzo waży pan wypowiadane słowa?

Tak, mam astmę i wszędzie wożę ze sobą inhalator. Za opowiadaniem “Astma” kryje się pewna dziwna historia: kiedy skończyłem pisać ten tom, wydawnictwo przysłało mi tekst na czwartą stronę okładki - standardowy, pełen sztampowych komplementów. Nie podobał mi się i tak długo ich męczyłem, aż wreszcie powiedzieli: “Napisz, co chcesz, byle tylko było krótko”. Działo się to w czasie żydowskiego święta Chanuka, kiedy zwyczaj nakazuje zapalać świeczki w specjalnej lampce. Zrobiłem śmieszną lampkę z plastiku, zapaliłem świeczki i poszedłem spać. Lampka się stopiła i wybuchł pożar. Na szczęście zdążyłem wybiec z domu, ale dostałem ciężkiego ataku astmy. Zawieziono mnie do szpitala i kiedy lekarz dyżurny zapytał mnie, co się stało, chciałem mu opowiedzieć o plastikowej chanukowej lampce i o pożarze. Jednak kiedy ma się atak astmy, wypowiada się trzy słowa i człowiekowi zaczyna brakować powietrza. Wtedy lekarz położył mi rękę na ramieniu i powiedział: “Nie musisz mówić wszystkiego, mów tylko to, co najważniejsze”. Dostosowałem się do tej rady i w szpitalu, pod maską tlenową, napisałem to opowiadanie.

W Izraelu astma nie chroni przed służbą wojskową?

Aj waj! Gdybyż tak było! Są pewne jednostki specjalne, w których nie można służyć, mając astmę, ale generalnie w Izraelu nic poza śmiercią nie zwalnia ze służby wojskowej. (śmiech)

Jak trzyletni obowiązkowy pobyt w wojsku wpływa na pisarza?

Jestem najmłodszym z trójki rodzeństwa i mogę powiedzieć, że wojsko zmieniło nas wszystkich. Mój starszy brat służył w wojsku podczas pierwszej wojny libańskiej, a że był geniuszem informatyczno-matematycznym, udało mu się wynaleźć sposób na wydłużenie zasięgu rakiet przeciwlotniczych. Pękał z dumy do czasu, gdy jego jednostka strąciła dzięki niemu syryjski samolot - w katastrofie zginęły dwie osoby, a mój brat się załamał. Po wyjściu z wojska porzucił nauki ścisłe i przystąpił do organizacji pokojowej zajmującej się przestrzeganiem praw człowieka na terytoriach okupowanych. Moja siostra służyła w wojsku mniej więcej w tym samym czasie. Na kursie artyleryjskim poznała ówczesnego narzeczonego. W czasie wojny zginęło wiele osób, które znała, w tym jej narzeczony. Po odbytej służbie nawróciła się na ortodoksyjny judaizm. Dziś ma 45 lat, jedenaścioro dzieci i dwoje wnucząt. Ze mną było podobnie - przed służbą w wojsku chciałem zostać inżynierem albo informatykiem. W dziwny i przewrotny sposób jestem wdzięczny armii za to, że trudności, którym musiałem stawić czoło, pomogły mi zrozumieć, kim jestem i czego chcę.

Życie w wojsku jest częstym motywem w pana tekstach.

System wojskowy bardzo mnie interesuje i dlatego dużo o nim piszę. Działają w nim takie same siły, co w życiu cywilnym, ale są lepiej widoczne. Kiedy twój szef czegoś od ciebie wymaga, musisz to zrobić. Tak samo twój dowódca może ci kazać czołgać się w błocie lub stać na warcie kilka godzin w deszczu. Tyle tylko, że jego władza nad tobą jest całkowicie jawna. Wojsko jest życiem cywilnym w koncentracie. Wydaje mi się to warte opisania.

Izrael to dobre miejsce dla pisarza?

To nie jest państwo zróżnicowane, raczej schizofreniczne. Przepaść między brutalną rzeczywistością wojskową a szalonymi imprezami w Tel Awiwie jest tak ogromna, jakby to były dwa odrębne światy. Młody człowiek uczony jest nienawiści do innych, musi patrzeć, jak zabijani są jego przyjaciele. Nic więc dziwnego, że potem trudno mu się przyzwyczaić do normalności i spokoju. Próbuje żyć według reguł społecznych i moralnych, ale wystarczy jeden impuls, by bez trudu sforsować wszystkie ograniczenia. To życie na tykającej bombie zegarowej. Izrael bez wątpienia jest dobrym miejscem dla pisarza. Czy jest dobrym miejscem dla zwykłych ludzi - to zupełnie inna kwestia. Izrael przypomina mi reality show. Podczas gdy w Polsce, Niemczech czy Holandii żyje się całkiem zwyczajnie, w Izraelu wszystko jest doprowadzone do skrajności.

Czy będące oazą szczęśliwości miasto Hubeza z pańskiego opowiadania mogłoby istnieć naprawdę?

To opowiadanie napisałem po wizycie u siostry, która mieszka w ortodoksyjnej części Jerozolimy. Spędziłem tam weekend w otoczeniu ludzi, których początkowo trochę się bałem, ale szybko zrozumiałem, że oni są absolutnie szczęśliwi. Pojąłem jednak, że to szczęście nigdy nie będzie moim udziałem. Życie jest zawsze rozdźwiękiem między tym, czego by się chciało, a tym, co jest.

Opowiadanie “Hubeza” kończy pan zdaniem: “Szczęście to nie jest rzecz zaraźliwa”. A nienawiść?

Jak najbardziej. Kiedy popatrzy pan na świat przyrody, nie znajdzie pan tam żadnego przykładu zaraźliwości rzeczy pozytywnych, z jednego osobnika na drugiego przenoszą się wyłącznie zarazy, choroby i śmierć. Postrzegam się jako osobę dążącą do pokoju i jestem sfrustrowany, odkrywając za każdym razem, jak trudno jest budować i jak łatwo niszczyć. Na przykład budowanie zaufania między Izraelem a Palestyną - to bardzo złożony, subtelny, ale również niebezpieczny proces. To jak budowanie wieży z kart. Wystarczy jeden fałszywy ruch, jedna kula, jedna bomba, jedna rakieta, żeby wszystko zniszczyć.

Amos Oz zapytany, czy pisarz powinien być pacyfistą, odpowiedział, że pisarz powinien pisać.

Pisarz przede wszystkim powinien być lojalny wobec siebie. Pisanie jest bardzo indywidualnym zawodem. Jeśli ktoś jest strachliwy - pisze o swoim strachu, jeśli brutalny - pisze o brutalności. Koncepcja, że cokolwiek można pisarzowi narzucić, stoi w zasadniczej sprzeczności z samym charakterem pisania. To dla mnie sposób nawiązania kontaktu z samym sobą i buntem wobec przyjętych norm społecznych. Jest coś paradoksalnego w tym, że ktoś miałby przyjść i powiedzieć mi, jak mam się buntować.

Staje pan w opozycji do starszych pokoleń literatury hebrajskiej?

Bardzo lubię ich pisarstwo, ale nie widzę siebie w roli kontynuatora tej tradycji pisarskiej. Dużo więcej zawdzięczam autorom z żydowskiej diaspory - Kafce, Singerowi czy Bablowi. Bardzo podoba mi się w ich twórczości sytuacja Żyda, który należy do społeczeństwa, a zarazem pozostaje na zewnątrz. Nie wiem, czy to kwestia Żyda czy społeczeństwa, ale nigdy ich bohater nie ma poczucia pełnej przynależności społecznej. Ta perspektywa, moim zdaniem, rodzi konkretny rodzaj humoru - ciepły i empatyczny. Takie rozdwojenie jest zbawienne - będąc przedstawicielem jakiegoś środowiska, masz z nim poczucie więzi i współodczuwania, a zarazem, będąc na zewnątrz, możesz sobie pozwolić na ironię.

W opowiadaniu “Bez polityki” pewien rumuński karczmarz zamienia się w Draculę, gdy rozmowa schodzi na tematy polityczne. Czy spotkał się pan kiedyś z takim wampirycznym stosunkiem wobec swoich książek?

Moje książki wzbudzają w ludziach wiele agresji, wiele osób się na mnie obraziło. Jest to spowodowane statusem słowa w izraelskiej kulturze. Pisany język hebrajski jest językiem świętym, tym językiem została napisana Biblia. Kiedy używa się tego języka, by zmagać się z rzeczywistością, która jest przeciwieństwem boskości, w niektórych ludziach wzbudza to wielki sprzeciw. Mogliby przyjąć wszystkie moje tezy w rozmowie, ale nie na piśmie.

Skąd w pańskich tekstach tak dużo obrazów zaświatów? To jakaś obsesja związana z piekłem?

Z piekłem i rajem. Rzeczywiście, często piszę o piekle i raju po to, abym mógł podważyć obowiązującą moralną wizję zaświatów. Uczą nas, że źli pójdą do piekła, a dobrzy do nieba, jakby istniało coś takiego jak zło lub dobro absolutne. Każdy chciałby trafić do nieba, a wszystkich, którzy staną mu na drodze do zbawienia, wysłałby do piekieł. Taki pogląd nie pozwala zbliżyć się do innych ludzi. U mnie raj i piekło to miejsca wprowadzające pewien zamęt w takim sposobie myślenia, zarówno jeśli chodzi o przebywanie w tych miejscach, jak i o osoby, które tam trafiają. Mówiąc o zaświatach, chodzi mi raczej o to, w jaki sposób osądzamy ludzi na tym świecie.

Rozmawiamy cały czas o poważnych sprawach, a przecież pańskie utwory są zabawne, surrealistyczne, groteskowe, niekiedy sentymentalne. Czy to forma ucieczki przed brutalną rzeczywistością?

Nie widzę w tym ucieczki, raczej pewną deklarację. Nawet jeżeli żyjesz w brutalnej rzeczywistości, tak naprawdę jest ona tylko tłem. Centralną częścią życia człowieka, nieważne, czy żyje on w bombardowanym mieście czy w spokojnym i bogatym pałacu, są podstawowe, banalne sprawy. Nawet w szczytowym okresie Intifady przebudzony rano człowiek przejmował się przede wszystkim tym, że jego żona już go nie kocha, albo że dziecko się go nie słucha. Fakt, że w drodze do pracy może zginąć, oczywiście nie umykał jego pamięci, ale nie to kształtuje sny, pragnienia i marzenia.

Kochi, bohater jednego z opowiadań, czyta “Rury” niejakiego Etgara Kereta i pastwi się nad ich autorem. W końcu odbiera mu pan głos. Czy często postaci wymykają się panu spod kontroli?

Zazwyczaj traktuję pisanie bardzo poważnie. W moich opowiadaniach nie ma prawa zdarzyć się nic, nad czym mógłbym stracić kontrolę. Na przykładzie Kochiego pokazałem innym postaciom, jakie kary grożą za niesubordynację.

Opisuje pan również pewnego literata, który, powodowany pisarską zawiścią, zabija Maksa Frischa. Czy taka zazdrość jest panu nieobca?

Oczywiście. Chyba każdy artysta doświadcza takiego uczucia. Nie chodzi tu o zwykłą ludzką zazdrość, ale o podziw wobec maestrii słowa, który może skończyć się tragicznie.

A pan kogo by załatwił w pierwszej kolejności?

Kafkę, ale on już dawno nie żyje.




Etgar Keret

Etgar Keret

Najnowasza książka

Tęskniąc za Kissingerem Etgar Keret

Szukaj na stronie

Sonda

Która książka Etgara Kereta podobła Ci się najbardziej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Inni pisarze(.org)

Flickr stream