Keret, Etgar: Rury

Marta Strzelecka, 29 października 2007, źródło: Gazeta Wyborcza

Keret jest jednym z najchętniej czytanych autorów w izraelskich więzieniach. Twierdzi, że to z powodu rozmiaru jego opowiadań - większość z nich można przeczytać w drodze między celą i prysznicami.

Opowiadania Kereta nigdy nie mają więcej niż dziesięć stron, najczęściej dwie. Jednak dla więźniów ważniejsi muszą być bohaterowie.

Potrafią strzelać i bić się, są ofiarami agresji albo jej sprawcami, mali chłopcy zachowują się jak w spektaklu o dorosłych - szantażują, donoszą i przeklinają. Izrael jest w tych tekstach krajem zamieszkanym przez słabych, zagubionych ludzi. Pozornie tak jak wszędzie - kochające się rodziny, mili sąsiedzi, babcie zapatrzone we wnuczków, kochankowie i młode małżeństwa. Ale poza tym szansa na śmierć w każdej chwili. Przemoc mimo przedstawiania jej w surrealistycznych sytuacjach nie przestaje być przerażająca. “Kiedy byłem dzieckiem, najbardziej na świecie bałem się, że zostanę ukamienowany” - mówi Keret. Teraz zamiast poważnego strachu proponuje absurdalny śmiech. Wierzy, że to najlepsze rozwiązanie.

Walczy w ten sposób z mitologizowaniem historii. Wspomina, jak jego ojciec ocalały z Holocaustu powtarzał, że to były najgorsze lata w jego życiu, ale wtedy po raz pierwszy całował dziewczynę i palił papierosy. “Wszystkie uczucia, które wtedy poznałem, ty znasz - mówił do Etgara. Znasz głód, zimno i strach, choć nigdy nie doświadczyłeś ich tak bardzo jak ja”. “Zapominanie o tym - mówi Keret - sprawia, że poważne problemy stają się bajką. A trzeba o nich pisać jak o czymś, co znamy albo w każdej chwili możemy poznać”.

Jednym z jego ulubionych tematów jest samobójstwo. Ktoś się do niego przymierza, słuchając piosenki z tekstem “Chodź, zostańmy na poziomie metafory”. Ktoś inny zabija się i jest zaskoczony, że po śmierci trzeba robić wszystko, co wkurzało za życia - zdobyć pracę, założyć rodzinę, znaleźć ulubiony bar, w którym będzie można napić się piwa.

Najbliższy przyjaciel Kereta popełnił samobójstwo. “Nie potrafiłem mu odpowiedzieć na pytanie, po co miałby żyć” - mówi pisarz. Dwa tygodnie po tej śmierci zaczął pisać.

Jest do perfekcji zwięzły. Tłumaczy to tym, że od dzieciństwa choruje na astmę. Wie, co znaczy oszczędzać powietrze w płucach i wypowiadać tylko potrzebne słowa. Przy takiej dyscyplinie humor jest wyjątkowo wyrazisty, a nieograniczona, surrealistyczna wyobraźnia znajduje upodobanie w ostrym absurdzie. To doskonały sposób pisania o paranoi życia w społeczeństwie, w którym przemoc spowszedniała.

Bohaterów tych opowiadań przed traumami ratują dziwactwa takie jak budowanie przez 20 dni skomplikowanej konstrukcji z rur, do której można wejść i zniknąć, albo przyklejanie się klejem do sufitu, żeby zwrócić na siebie uwagę męża zakochanego w innej kobiecie. Autobusy umierają jak ludzie i leżą w zajezdniach powykręcane z bólu. Babcia namawia wnuka, żeby założył mundur żołnierza i straszył karabinem dzieci, które chodzą po jej drzewie, żeby w końcu wyciągnąć go zakrwiawionego spod pięści kilkuletnich chłopaków i pogłaskać po głowie jak nieporadnego urwisa. W tych historiach zawsze jest jakiś dyskomfort. To chyba dzięki niemu wwiercają się w pamięć - im zwięźlejsze, tym mocniej.

Książki Kerreta są w Izraelu bestsellerami, umieszczono je na liście lektur szkolnych. Dostał literacką nagrodę przyznawaną przez premiera. Daleko odbiega swoim pisaniem od izraelskiego wzoru powieści o problemach z historią i polityką. Jego opowiadania w niczym nie przypominają książek Amosa Oza, które nazywa się narodowymi epopejami. Być może dlatego, że Oz urodził się w 1939 roku, dorastał w kibucu, był świadkiem powrotów Żydów z Europy i żył w kraju, który się budował. Keret urodził się w 1967 roku, kiedy Izrael zaczął okupację Strefy Gazy, Wzgórzy Golan i Zachodniego Brzegu Jordanu. Jego pokolenie brało już udział tylko w rozpadzie.

Nazywa swój styl subiektywnym realizmem. Kafka jest dla niego literackim wzorem. Tak jak on osiąga cel, dezorientując czytelnika. Tworzy historie podobne raczej do niespodziewanego uderzenia w twarz niż spektakularnej walki okupionej wysiłkiem.

Jest w zbiorze “Rury” historia rozrzucona pomiędzy innymi w trzech częściach - bez głównego bohatera, bez rozwijającej się fabuły i urwana w połowie zdania - dosłownie. Jedna z postaci w tym porwanym tekście mówi: “Ten Keret to cienias, znam go nie od dzisiaj. Napisał gównianą książkę. Poza dwoma… przepraszam, trzema opowiadaniami, reszta to syf”. To parodia opowieści Kereta, które są wyjątkowo nieepickie. Samego go to dziwi: “Zabawne, zazwyczaj kiedy zaczynam pisać, mam uczucie, że to będzie coś bardzo rozległego i wielowątkowego. Tworzę plany dla moich postaci, czasem całe drzewa genealogiczne - dziadków, rodziców. Zapowiada się na wielką powieść. Kiedy historia kończy się po jednej albo dwóch stronach, sam jestem zaskoczony”.




Etgar Keret

Etgar Keret

Najnowasza książka

Rury - Etgar Keret

Szukaj na stronie

Sonda

Która książka Etgara Kereta podobła Ci się najbardziej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Inni pisarze(.org)

Flickr stream